Dzień dobry wszystkim! Jest 30 czerwca godzina 9 rano czasu japońskiego, a ja postanowiłam spisać kilka wrażeń z podróży do Japonii i mojego pierwszego dnia w Tokio.
Zacznijmy od samej podróży – leciałam Aeroflotem przez Moskwę i poza tym, że w obu przypadkach było opoźnienie i korki na pasie startowym to muszę bardzo pochwalić te linie. W samolocie do Moskwy, gdzie lot trwał niecałe 2 godziny, dostałam ciepły napój oraz mini zestaw lunchowy (kanapka, jabłko, ciasteczko), a w samolocie do Tokio w cenie biletu była kolacja na ciepło i śniadanie, a napoje podawane były aż 4 razy! W porównaniu z tanimi liniami lotniczymi, którymi do tej pory latałam było to coś niezwykłego i zastanawiałam się czy na pewno to wszystko jest za darmo, dla takiego zwykłego neptka jak ja. W Moskwie miałam 3 godziny na przesiadkę, więc mimo opóźnienia nie musiałam biec na gwałt przez lotnisko do następnej bramki, ale też odlatywałam z tego samego terminalu i kontrola na transferze przebiegła sprawnie.
Do Tokio doleciałam z około półgodzinnym opóźnieniem, koło 11 rano lokalnego czasu (polska 4 rano mniej więcej) ale to nic, bo i tak nigdzie mi się nie spieszyło. Tam zestresowana nadchodzącą kontrolą poszłam odwiedzić toaletę, która tak jak wszyscy piszą w internecie miała opcja puszczenia muzyki i podmycia dupki (nie, nie korzystałam). Potem ustawiłam się w kolejce do kontroli i w momencie gdy już pobrano mi odciski palców i zrobiono zdjęcie (normalna procedura wjazdowa, obowiązująca każdego turystę przylatuącego do Japonii) okazało się, że powinnam była stanąć w innej kolejce, ponieważ nie przylatuję na wizie turystycznej, tylko na wizie typu Zwiedzaj i pracuj. Zostałam więc grzecznie poproszona o pójście do innego okienka, gdzie miły pan poprzybijał różne pięczątki w moim paszporcie i wydał mi kartę pobytu ważną rok. Warto wiedzieć, że w przypadku wizy typu Zwiedzaj i pracuj muszę rejestrować swój pobyt w Urzędzie imigracyjnym, za każdym razem gdy zmieniam adres zamieszkania na dłużej niż 14. Dlatego jutro z samego rana wybieram się do tokijskiego urzędu zarejestrować swój pobyt oraz wykupić Narodowe ubezpieczenie zdrowotne (kolejny przywilej posiadaczy wizy Zwiedzaj i pracuj). Aha, jeszcze co ważne – już na pokładzie samolotu otrzymałam dwie kartki, deklarację celną i inbound declaration dla obcokrajowców, które musiałam potem zdać w trakcie kontroli.

Po przejściu wszystkich kontroli i odebraniu bagażu przemierzyłam całe lotnisko w poszukiwaniu mojej karty SIM, którą zamawiałam wcześniej ze strony sakuramobile.jp. W ramach oferty, mam 10GB internetu na cały pobyt. Za tę przyjemność zapłaciłam 11 500 jenów, czyli jakieś 400 zł, ale wolałam mieć pewność, że będę mieć internet przez cały czas trwania podróży. Następnie na spokojnie zamontowałam kartę i udałam się w poszukiwaniu biletu na pociąg do Tokio. Dygresja: Lotnisko Narita, jest mniej więcej w takiej odległości od Tokio jak nasz Modlin od Warszawy, tylko rozmiarowo jakoś 50 razy większy niż Modlin 😉 Gdy znalazłam kasę przyszło mi pierwszy raz posłużyć się japońskim i z powodzeniem zakupiłam bilet na pociąg, który jechał na stację Asakusa, 7 minut piechotą od mojego hostelu. Ważna informacja dla planujących podróż: na lotnisku za bilety można zapłacić tylko gotówką, więc nawet jeśli planujecie większość płatności kartą to warto mieć na te pierwsze kilka chwil/dni gotówkę przy sobie, bo w Japonii nie wszędzie da się płacić kartami. Zwykle wejścia do atrakcji są płatne tylko gotówką i w restauracjach jest podobnie. Ok, wracamy do podróży. Uzbrojona w bilet, udałam się do podziemi i zakupiłam jeszcze kartę Suica, która umożliwia mi używanie komunikacji publicznej w Tokio, ale mogę też nią płacić w kombini czyli naszych marketach. Jest to karta typu prepaid, którą doładowujemy określoną kwotą pieniędzy, a następnie odbijamy przy wejściu i wyjściu ze stacji mettra/pociągu/autobusu, a bramka ściąga należność za przejazd. Jest to system podobny do tego, który działa w Holandii czy Dublinie.
Mając Suicę i bilet na pociąg dotarłam na peron i wsiadłam w mój pociąg i tutaj muszę przyznać, że srodze się zawiodłam, gdyż mój pociąg odjechał z dwuminutowym opóźnieniem!!! Gdzie ta japońska punktualność, o której tyle słyszałam?! Ze stacji Asakusa udałam się do hostelu i nagle uświadomiłam sobie, że jestem w bardzo turystycznej dzielnicy, gdzie było bardzo tłoczno i głośno. Na szczęście w hostelu nie słychać żadnych hałasów z ulicy, a sam hostel znajduje się niedaleko świątyni Sensō-ji, słynnego kompleksu w tej dzielnicy.

Co nieco o noclegu: mieszkam w hostelu w 8-osobowym pokoju wyłącznie dla kobiet, gdzie w cenie noclegu mam także śniadania, a herbata jest dostępna za darmo przez całą dobę. Za 7 nocy zapłaciłam 13 500 jenów, czyli jakieś 450 zł. Myślę, że to niezła cena jak na hostel w Tokio i to jeszcze śniadaniami. Moje współlokatorki to same Japonki i z jedną nawet trochę rozmawiałam, ale w hostelu widziałam też obcokrajowców z Europy.
Po szybkiej przebiórce i ogarnięciu, wyszłam z powrotem na miasto spotkać się z moim kolegą Keitą. Keita okazał się nieocenionym pomocnikiem i razem spędziliśmy cały dzień (cały, czyli od jakiejś 15). Najpierw pojechaliśmy do dzielnicy elektroniki w Tokio, Akihabary, zaopatrzyć mnie w odpowiednie przejściówki do kontaktów. Bardzo się cieszę, że Keita był ze mną, ponieważ weszliśmy do wielkiego 7-piętrowego sklepu z elektroniką i gdyby nie on, to nigdy chyba bym nie znalazła tych przejściówek. Zapłaciłam za 2, bo w Polsce okazało się, że używamy dwóch różnych bolców (jedyna różnica w tym, że jeden ma 4mm grubości, a drugi 4,8mm) zapłaciłam 908 jenów (dziękuję Sabina, za zwrócenie uwagi), czyli bardzo tanio jak na Japonię. Stamtąd pojechaliśmy od Shinjuku, do ulubionej restauracji Keity, gdzie podają ramen.

Po tej obiadokolacji udaliśmy do centrum pokemonów w Ikebukuro.

Gdy skończyliśmy było już koło 20, ale pojechaliśmy jeszcze w jedno miejsce czyli do świątyni Sensō-ji, ponieważ wieczorami jest ona podświetlana. Dzięki temu, że trochę padało to ludzi było mało i mogłam zrobić ładne zdjęcia świątyni:



W świątyni zapłaciłam 100 jenów za wróżbę, według której moja podróż będzie bardzo udana, i która ogólnie przepowiedziała mi szczęście, więc to chyba dobry znak na rozpoczęcie podróży. Potem pożegnałam się z Keitą i wróciłam do hostelu.
Bardzo się cieszę, że Keita był ze mną tego pierwszego dnia, bo dzięki niemu nie pogubiłam się i czułam się trochę mniej zagubiona w tym wielkim mieście. Dzisiaj planuję zwiedzić Muzeum Narodowe w Tokio, bo jest pora deszczowa i trochę niezbyt dobra pogoda na spacery. Na sam koniec wrzucam zdjęcie miasta nocą i do zobaczenia następnym razem!

Super Gabrysia! Jesteś bardzo dzielna, a pomysł z blogiem trafiony w 10! Trzymam kciuki za Twoją podróż i na pewno będę ją dokładnie śledzić. Ściskamy mocno💪😘👏🏻👍🇯🇵
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Brzmi to trochę jak sprawozdanie finansowe w ważnej firmie, ale przyjemnie się czyta, nie ma bezsensownych zwrotów – krótko i na temat, a przyokazji mega ciekawie 😀
PS gdzieś Ty była, jak robiłem prezentację ze świątyń japońskich w okresie Asuka?! XD
PolubieniePolubienie
Zapewne na swoich zajęciach o okresie Sengoku 😂
PolubieniePolubienie
będę na pewno wierną czytelniczką, już na FB zaproponowałam Ci regularne reportaże, nawet nie wiedząc, że to już zaplanowane :). Jestem ciekawa wszystkich szczegółów, bo dla mnie taka podróż jest raczej nierealna (chociaż kto wie, kto wie….). Jak długo będziesz w Japonii?
PolubieniePolubienie
Do 30 sierpnia 🙂
PolubieniePolubienie