Dzisiaj tylko krótki wpis, bo nie za bardzo zwiedzałam, a pół dnia prawie zajęło mi załatwianie spraw urzędowych, tylko po to, żeby na koniec dowiedzieć się, że to i tak bezsensu. Na szczęście jak już przejechałam pół miasta to udało mi się zahaczyć o słynną dzielnicę Shibuya ze znanym skrzyżowaniem. Ciekawostką jest, że w Japonii przejścia dla pieszych prowadzone po przekątnej skrzyżowania są na porządku dziennym. Dla mnie trochę straszne jest, gdy ich używam i w pewnym momencie znajduję się na samym środku ulicy. Wracając do słynnego przejścia w Shibuyi, to w szczytowych momentach naraz znajduje się na nim nawet 3000 osób! Dzisiaj jednak padał deszcz, więc ludzi było niewiele, a poza tym była dość wczesna godzina.

Fotkę zrobiłam z pobliskiego Starbucksa, który oprócz tego, że jest piętrowy to jeszcze ma okna wyglądające na skrzyżowanie i dzięki temu przyciąga turystów z całego świata, którzy tak jak ja są chętni na zrobienie zdjęcia (i przy okazji napicie się kawy).
Oprócz tego w Shibuyi znajduje się pomnik słynnego na cały świat psa Hachiko. Ten wierny piesek po japońsku nazywany dosłownie „wierny pies Hachiko” (忠犬ハチ公) jest równie oblegany przez turystów jak skrzyżowanie i ciężko zrobić mu zdjęcie tak, żeby głowa jakiegoś człowieka akurat nie wchodziła nam w kadr.


Jak wiadomo, piesek zasłynął z tego, że codziennie przychodził na stację po swojego właściciela, gdy ten wracał z pracy. Kiedy pewnego dnia jego właściciel nieoczekiwanie zmarł na zawał w biurze pies tego nie zrozumiał i potem codziennie aż do swojej śmierci przychodził na stację czekać na właściciela. Jego wierność jest tak niezwykła, że stał się jej symbolem i teraz w wielu sklepach można znaleźć figurki psów shiba-inu, które symoblizują wierność.

W Shibuyi odwiedziłam też sklep Tōkyū hanzu, czyli ogromny kilkupiętrowy sklep ze wszystkim. Mnie najbardziej interesował dział papierniczy, który zajmował całe jedno piętro, ale są też działy z ubraniami, podróżne, budowlane, ze sprzętami domowymi itp. W sklepie kupiłam coś co u nas w Polsce nie jest dostępne (a szkoda), ale co mnie jako namiętnej czytelniczce jest bardzo potrzebne, a mianowicie materiałową okładkę na książkę. Do tej pory zwykle obkładałam książki starymi gazetami, żeby się nie niszczyły, ale teraz będę mieć ładną ochronę, tak jak wszyscy Japończycy (w metrze ludzie czytają książki tylko w okładkach). Okładki były dostępne we wszystkich możliwych rozmiarach, kolorach, wzorach oraz cenach, ale ja wybrałam zwykłą granatową, i chyba w dość uniwersalnym rozmiarze, okładkę hiszpańskiej firmy casquadé, która kosztowała około 900 jenów (w dzisiejszym kursie 31 zł).

Jako, że dzisiaj poniedziałek i tradycyjnie większość muzeów była zamknięta nie miałam zbyt wielkich planów i postanowiłam z Shibuyi udać się do sklepu firmowego studia Ghibli, japońskiego studia filmów animowanych, które wyprodukowało takie filmy jak „Mój sąsiad Totoro” czy „Księżniczka Mononoke”. Przy okazji poszwendałam się jeszcze po centrum handlowym Tokyo Skytower, gdzie na niższych piętrach jest pełno sklepów (pod turystów i nie tylko), na jednym z wyższych znajduje się muzeum znaczków pocztowych, na innym oceanarium, a na samym szczycie taras widokowy (wjazd płatny). Koło 17, jako, że byłam dość zmęczona wróciłam do hostelu i na kolację kupiłam sobie małe onigiri z kurczakiem, dostępne w każdym supermarkecie, tak jak u nas kanapki. Zapłaciłam za nie tak jak za kanapkę w Polsce, czyli około 4 zł (125 jenów).



