Jest 3 lipca, czyli w Japonii jestem już 5 dni. Zdążyłam już trochę zobaczyć w Tokio i muszę powiedzieć, że miasto nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia. Jest jak każda większa metropolia, no może poza tym, że nie ma tutaj śmieci na ulicach, ale zapachy ze ścieków czuć już dość często.

Jako, że była środa i przyleciały dziewczyny to umówiłam się z nimi na krótkie spotkanie na stacji dworca kolejowego w Tokio, zanim obie wyruszą dalej. Koniec końców udało mi się spotkać tylko z Hanią, ale i tak mnie to ucieszyło, bo jednak dobrze jest zobaczyć znajomą twarz na drugim końcu świata. Razem zjadłyśmy obiad, a potem odprowadziłam ją na pociąg do Nagoi.

Dworzec kolejowy w Tokio znajduje się niedaleko słynnej dzielnicy Ginza (dosł. srebrne siedzenie), więc to tę dzielnicę głównie dziś zwiedzałam. Jest to dzielnica biznesowa, gdzie pełno wysokich drapaczy chmur, białych kołnierzyków i domów handlowych dla ludzi bogatszych ode mnie.




Nie powiem, kilka sklepów odwiedziłam m.in. 7-piętrowy sklep z artykułami papierniczymi Itoya. Poza tym w końcu udało mi się dostać plastikową mydelniczkę na mydło (swojej zapomniałam z domu), a w poszukiwaniu której obeszłam wczoraj trzy drogerie w mojej dzielnicy (bezskutecznie). Poza tym w Ginzie (albo obok niej?) znajdują się ogrody cesarskie, do których wstęp jest darmowy. Znajdują się one na oddzielnej wyspie i wszystko byłoby pięknie, jest duży pas zieleni, drzewa itp., gdyby nie fakt, że przez środek tej wyspy biegnie duża droga samochodowa…


Same ogrody cesarskie wyglądają ładnie i są przyjemnym miejscem na popołudniowy spacer, ale mi nie przypadło do gustu to, że połowa parku była wysypana drobnymi kamykami (jak na zdjęciu powyżej), a druga połowa równo przystrzyżoną trawą z równie idealnie przyciętymi drzewami. Sprawiało to wrażenie sztuczności.

Na terenie ogrodów cesarskich znajduje się też Pałac Cesarski, jednak teren wokół niego jest zamknięty i otwiera się tylko dwa razy do roku – na powitanie Nowego Roku 2 stycznia oraz z okazji urodzin cesarza 23 lutego. Z terenów parkowych dostępnych dla turystów widać jednak całkiem ładnie pałac cesarski i można mu zrobić kilka zdjęć.




Z ogrodów udałam się kawałek dalej do pobliskiego grobu Taira no Masakado, samuraja z okresu Heian, który w 940 roku zbuntował się przeciwko rządowi w Kioto. Niestety został zabity, a rządu nie udało mu się obalić. Jego grób i kapliczka są malutkie i sprawiają wrażenie wyrwanych z innego świata, gdyż znajdują się między samymi drapaczami chmur.


Jak więc widać, nie był to jakiś szalony dzień pełen wrażeń, ale taki przyjemny popołudniowy spacerek. Na sam koniec wrzucam jeszcze zdjęcia kilku przysmaków, które kupiłam w Asakusie, mojej lokalnej dzielnicy. Pierwsze to ryba z ciasta gofrowego wypełniona nadzieniem ze słodkiego ziemniaka (nie polecam), a drugie to dango, czyli coś à la nasze pyzy/kluski leniwe podawane na ciepło i na słodko z posypką z mączki kukurydzianej. To jak najbardziej polecam. Za rybkę zapłaciłam 200 jenów (7 zł mniej więcej), a za dango 330 jenów (około 11,50 zł)


