Enola Gay

Dziś niedziela. I mój ostatni dzień zwiedzania aż do 8 sierpnia. Jutro wyruszam w podróż do Okayamy, a stamtąd do miejscowości Fukuwatari i na wieś do japońskiej rodziny pomagać im hodować winogrona i robić z nich słodycze. Dzisiaj jednak jeszcze trochę pozwiedzałam i porobiłam małe zakupy pamiątkowe. Rano poszłam do Galerii Sztuki w Hiroszimie. Jest to galeria o tyle niezwykła, że w jej zbiorach znajdują się głównie obrazy europejskich impresjonistów, kilka obrazów japońskich impresjonistów, ale w europejskim stylu i dosłownie 6 obrazów w stylu japońskim.

Wewnętrzny dziedziniec galerii

Za wejście do muzeum zapłaciłam 900 jenów (w dzisiejszym kursie 31,50zł), dzięki mojej karcie ISIC (Międzynarodowa legitymacja studencka). Bez niej byłoby to 1200 jenów, czyli 42 zł. Poza tym była też oddzielnie płatna wystawa tymczasowa, ale na nią nie poszłam. Samo muzeum jest w sumie dość małe, ma dosłownie 5 sal i spędziłam w nich może jakąś godzinę. To co mi się podobało, to to, że w środku udostępnione jest darmowe wifi, które po podłączeniu się pozwala nam dowiedzieć się więcej nt obrazów znajdujących się w galerii. Dzięki temu zamiast tylko chodzić i udawać, że dumam godzinami przed płótnem Van Gogha czy Renoira, mogłam dowiedzieć się czegoś więcej o ich obrazach.

Jedna z sal muzealnych

Z muzeum udałam się w kierunku ogrodu Shukkei. Obok niego znajduje się muzeum prefekturalne Hiroszimy i bilet łączony do obu tych miejsc kosztował mnie 350 jenów (12 zł). Dla osoby dorosłej bez zniżek cena wychodziła około 680 jenów (mniej więcej 24 zł). Ogród jest bardzo estetyczny, co zresztą typowe dla ogrodów japońskich. Jest to tzw. okrągły ogród, ponieważ w centralnym miejscu znajdował się staw i po prostu obchodziło się go w koło różnymi ścieżkami. W jednym ze skrajnych punktów ogrodu znajdował się też mały bamusowy las. Nie jest tak imponujący jak ten, który jest w okolicach Kioto, ale całkiem przyjemny i na pewno jest w nim mniej ludzi niż w tym drugim.

W muzeum prefekturalnym były już głównie dzieła japońskich artystów, ale był też jeden obraz Salvadora Daliego i to mnie zaskoczyło, bo żaden z przewodników, które czytałam nie wspominał o nim. Zupełnie przypadkiem też trafiłam na mini-koncert jakiegoś chóru japońskiego. Bardzo mi się to podobało i chętnie posiedziałam w muzeum aż do jego zakończenia.

Obraz nosi tytuł „Sen Wenus” i wygląda trochę jak mieszanka innych obrazów Daliego

Gdy wyszłam z muzeum była 13:10, więc musiałam się trochę pospieszyć. Chciałam bowiem zdążyć do Muzeum Pokoju w Hiroszimie na spotkanie dotyczące osób, które przeżyły wybuch bomby atomowej. W muzeum bowiem, organizowane są spotkania z osobami, które po angielsku nazywają się „A-Bomb Legacy Succesor”, a po polsku można to oddać jako „Następcy dziedzictwa bomby atomowej”. Są to osoby, które rozmawiały osobiście z osobami, które przeżyły wybuch bomby, a następnie opowiadają o tym odwiedzającym muzeum w Hiroszimie. Spotkania są bezpłatne, odbywają się trzy razy dziennie o określonych porach, codziennie i ostatnie spotkanie dnia, które odbywa się o 14:00 jest po angielsku. Chętnie posłuchałam historii jednej z kobiet Sadako Masae. Gdy wybuchła bomba Sadako miała 12 lat. Dziewczynka, jak większość dzieci w jej wieku była w tamtym czasie zaangażowana w rozbieranie budynków w mieście, by stworzyć zapory przeciwogniowe w razie nalotów powietrznych. Miała na tyle dużo szczęścia, że w dniu wybuchu miała wolne i zamiast być w pracy, czyli w niedalekiej odległości od miejsca wybuchu, znajdowała się aż 3 km od epicentrum. Dzięki temu nie uległa poważniejszym obrażeniom i nie ucierpiała aż tak na skutek choroby popromiennej. Jej rodzice niestety oboje zginęli, ale oprócz Sadako przeżyła jeszcze jej babcia, trzy siostry i dwoje braci. Po zakończeniu drugiej wojny światowej Sadako nie opowiadała nikomu o swoich przeżyciach, dopiero gdy miała około 56 lat została zaproszona do jednej z podstawówek w Hiroszimie, by opowiedzieć o tym co ją spotkało i od tamtej pory jeździ po świecie działając na rzecz pokoju. Dziś ma 86 lat i wciąż jest bardzo aktywną osobą.

Pomnik poświęcony wszystkim uczniom, którzy rozbierali budynki i zginęli od wybuchu bomby
Ogień pokoju na terenie Parku Pokoju, który zostanie zgaszony dopiero gdy cała broń nuklearna na świecie zostanie zniszczona

Jeszcze jednym ciekawym „monumentem” w Muzeum Pokoju, o którym nie wspominałam wcześniej jest Zegar Pokoju. Na pierwszym cyfrowym wyświetlaczu wskazuje on ile dni minęło od wybuchu bomby w Hiroszimie. Na drugim ile dni upłnęło od ostatniego użycia broni nuklearnej i za każdym razem gdy zostanie ona użyta następuje jego reset. Obecnie drugi wyświetlacz wskazuje 151 dni, ponieważ na początku tego roku Stany Zjednoczone przeprowadziłī dwa testy broni nuklearnej, którą posiadają w swoim arsenale. Od momentu zbudowania zegaru, czyli od roku 2001 był on resetowany 15 razy, a ostatnie 3 razy za sprawą testów jądrowych przeprowadzanych przez USA. Poza tymi wyświetlaczami na wieży znajduje się jeszcze skomplikowany mechanizm piętnastu kółek zębatych. Kółko na samej górze kręci się z prędkością 100 obrotów na minutę, ale przyspiesza, jeśli nasza planeta znajduje się w niebezpieczeństwie. Jeśli pierwsze kółko będzie kręcić się tak szybko, że uruchomiona zostanie cała reszta, to w momencie gdy ostatnie z nich zacznie się kręcić zegar ulegnie samozniszczeniu. Ma to stanowić przestrogę dla nas, żeby ludzie zaprzestali użycia broni nuklearnej i siły wojskowej. Obecnie poruszają się (na szczęście, a może nieszczęście) tylko dwa pierwsze kółka.

Po zakończonym spotkaniu wróciłam do hostelu i trochę się spakowałam, a potem udałam się na małą drzemkę. Gdy się przebudziłam poszłam jeszcze na miasto kupić kilka pamiątek i zjeść kolację. Wybór padł dzisiaj na kareraisu, czyli prościej mówiąc curry z ryżem. Jest to bardzo popularne danie w Japonii i dużo restauracji je u siebie podaje. Ja wybrałam sobie wersję z letnimi warzywami, bo trochę brakuje mi tu warzyw, ale była to dość pikantna wersja, co niestety nie było nigdzie napisane. Dostałam jednak duży talerz jedzenia, za który zapłaciłam 844 jeny (29,50 zł). Jest to taka przeciętna cena w knajpach japońskich. No i to by było tyle na dziś. Jutro trzeba będzie się pożegnać z Hiroszimą i jechać dalej.

Dodaj komentarz