W moich snach wciąż Warszawa…

Dziś 1 sierpnia, ważny dzień dla Warszawy i jej mieszkańców. 75 rocznica powstania warszawskiego, a ja siedzę w dosłownym środku niczego w Japonii. Wolałabym być dziś w Warszawie, o 17:00 stanąć w centrum i posłuchać syren, a wieczorem iść na koncert i śpiewać powstańcze piosenki. Ale nie. Jestem tutaj. Czy podoba mi się? Nie. Minął już miesiąc odkąd tu jestem, ale wcale nie jest mi łatwiej być z dala od bliskich i przyjaciół. Jak wstaję rano to wciąż smutno mi, że nie mam z kim porozmawiać, bo wszyscy śpią. Kiedy widzę coś fajnego na mieście to nie mam komu tego pokazać ani nie mam z kim próbować różnego jedzenia.

Samotne zwiedzanie nie jest takie złe, ale sądzę, że ja lepiej nadaję się na zwiedzanie z kimś. Zwłaszcza na tak długi okres czasu. Tak, wiem, zaraz znajdą się mądrzy co mi powiedzą: Przecież sama tego chciałaś. No chciałam. I co z tego? Teraz już aż tak tego nie chcę. Poza tym ci wszyscy mądrzy siedzą sobie radośnie w swoich domkach, mają swoją rodzinę obok, a ziemniaki pod nosem. Ja mam już dość jedzenia ryżu na każdym kroku, a też nigdy nie był on moim ulubionym zbożem. Zawsze wolałam ziemniaki albo kaszę gryczaną. Tutaj tego nie ma, a o kaszy to nikt nawet nie słyszał. Tak samo pojęcie mizerii jest im obce, a picie gorącej herbaty w lecie wywołuje w mojej host rodzinie głębokie zdziwienie. 

Oczywiście są też rzeczy w Japonii, których nie ma w Polsce. Problem jest taki, że bez nich potrafię się obejść, bo nie jestem na nich wychowana. Z ziemniakami (albo raczej bez nich) jest już jednak trochę ciężej.

Poza tym trzeba powiedzieć głośno jedną rzecz – nie, Japonia mnie nie jara. Nigdy nie jarała i nigdy nie będzie. W dużej mierze to zasługa też moich wykładowców, którzy z tym krajem są za pan brat i szybko nauczyli nas, że Japonia to kraj jak każdy inny. A to, że leży (dla nas) na drugim końcu świata nic nie zmienia. Tutaj też ludzie jeżdżą jak szaleni, a z roku na rok jest coraz więcej wypadków spowodowanych przez osoby starsze, pasażerowie przepychają na stacjach metra, a w mieście śmierdzą ścieki. To, że inni widzą tylko kolorowe zdjęcia i wyobrażają sobie nie wiadomo co, nie zmienia rzeczywistości. W Japonii też są bezdomni, a do więzień coraz częściej trafiają starsi, bo samotność w domu jest dla nich nie do zniesienia. A na dodatek w tym roku pora deszczowa trwała dość długo, a lato jest ogólnie zimne (o ile można nazwać 34 stopnie zimnem). Więc nie, nie jara mnie Japonia, tak samo jak nie jarają mnie inne kraje. A to że chcę je odwiedzić to inna sprawa. Nie musi mnie to jarać. No, ale usłyszałam już od mądrych ludzi, że jestem płycizną intelektualną i że skoro pojechałam w takie piękne miejsce to powinnam być podekscytowana, a nie taka obojętna na wszystko, a na dodatek dwa miesiące w Japonii jak się ma wizę ważną rok to przecież zdecydowanie za mało (mówią osoby, które nigdy nie wyjechały na dłużej niż 2 tygodnie)! Tylko jak tym ludziom wytłumaczyć, że jak się zwiedza samemu to od rana do wieczora wszystko się robi samemu i nawet nie ma z kim porozmawiać we własnym języku? A kiedy Twój pociąg nie otworzył Ci drzwi na właściwej stacji tylko pojechał dalej nawet nikt nie może z Tobą się martwić, więc siedzisz sama na następnym przystanku na ławce i ryczysz jak bóbr, bo następny pociąg w powrotną stronę dopiero za godzinę, a Ty jesteś na nogach od rana, już 3 podróże pociągiem za Tobą i masz serdecznie dość tachania walizki ze sobą. Jak wytłumaczyć rodzinie, która do Ciebie dzwoni, że nie chcesz po raz setny opowiadać jak tam jest, tylko posłuchać czyjegoś głosu jak mówi do Ciebie po polsku? Bo przecież po polsku sama do siebie mówisz non-stop, żeby nie być taką samą. Że pomimo tego, że wokół tyle „pysznego” jedzenia, to Twój żołądek nie jest do niego przyzwyczajony, a owoce morza po prostu Ci nie smakują i wolałabyś po stokroć bardziej zwykłego mielonego? Jak sprawić, żeby ktoś kto ma to wszystko na co dzień zrozumiał, że Tobie brakuje tego z czym się całe życie wychowywałaś, a nagle z dnia na dzień sama się tego pozbawiłaś? 

Żeby nie było, jestem wdzięczna za to, że mogłam tu przyjechać. Wiem, że nie wszyscy mają takie środki i mogą sobie na to pozwolić. Zdobytego tu doświadczenia nie sposób porównać z niczym innym, bo jednak ma się tę małą satysfakcję, że poradziłaś sobie sama w urzędzie i to rozmawiając po japońsku, że dałaś radę wtaszczyć po schodach sama 20-kilową walizkę, albo że zjadłaś małego kalmara w całości, chociaż w Polsce w życiu byś go nie tknęła. Myślę jednak, że te małe satysfakcje byłyby o wiele większe, gdyby ktoś był tu razem ze mną i mogłabym z nim na bieżąco to wszystko przeżywać. To tyle i aż tyle.

2 myśli na temat “W moich snach wciąż Warszawa…

Dodaj odpowiedź do amanogawa08 Anuluj pisanie odpowiedzi