Jeszcze się tam żagiel bieli

Nowy dzień, nowe przygody. Dziś wybrałam się do Kōbe, trzeciego największego miasta portowego w Japonii. Jest to także szóste największe miasto Japonii i ze względu na obecność portu i wczesne wpływy zachodnie wygląda trochę inaczej niż inne miasta japońskie, pod tym względem, że wygląda dużo bardziej zachodnio i po naszemu. Wbrew pozorom jest tam też dość dużo zabytków i atrakcji turystycznych, ale ja skupiłam się tylko na dwóch. A i tak zajęło mi to cały dzień.

Przed wejściem na stację stał taki oto uroczy dziobak – maskotka japońskich zachodnich linii kolejowych

Podróż pociągiem z Osaki do Kōbe zajęła mi około 30 minut i kosztowała 410 jenów w jedną stronę (około 15 zł). Po wyjściu ze stacji przywitało mnie od razu nieznośne gorąco (dziś tylko 37 stopni w cieniu). Zaraz obok dworca znajduje się dość spora świątynia, która wydawała się całkiem ważna w mieście, ale nie mam pojęcia dlaczego. Był tam ładny korytarz z bram torii i nawet trafiłam na jakieś poranne modlitwy.

Ze świątyni poszłam w stronę portu. W ogóle w Kōbe jest kilka nabrzeży portowych, a nawet została zbudowana cała sztuczna wyspa pod port, ale na nabrzeżu najbliżej centrum znajduje się Kobe Maritime Museum, czyli muzeum portu w Kōbe. Gratka dla fanów wszelkiego rodzaju statków. Bilet wstępu kosztuje 600 jenów (22 zł) albo 1000 jenów (36,50 zł, jen drożeje!) w połączeniu z biletem na taras widokowy w Kōbe Tower. Wybrałam tę drugą opcję, bo dzięki temu mogłam zobaczyć port z góry. W muzeum jest dużo modeli różnych statków, historia miasta i portu oraz różne informacje i filmiki na temat tego jak funkcjonuje port. Poza tym znajduje się tam oddzielna część o nazwie Kawasaki Good Times World poświęcona w całości firmie Kawasaki, której pierwotna siedziba była właśnie w Kōbe. W tej części było dużo motocykli, ale także skutery wodne, statki, shinkanseny i samoloty produkowane przez tą firmę. Było też dużo symulacji i ogólnie miejsce wydawało się bardzo fajną atrakcją zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kōbe Tower i Kōbe Maritime Museum

Samo muzeum znajduje się na wielkim placu z różnymi rzeźbami, a nawet z zachowanym zniszczonym fragmentem nabrzeża z 1995 roku, gdy miasto nawiedziło potężne trzęsienie ziemi. Jest też wielki napis „Be Kobe” przy którym każdy chciał sobie zrobić zdjęcie. Ja też i grzecznie odstałam swoje w kolejce do napisu. Brakowało mi tylko więcej drzew na placu, bo upał był niemiłosierny, a na plazie nie było gdzie się schować przed słońcem.

Z muzeum poszłam do wieży. Gdybym chciała wjechać tylko na taras, to nie opłaciłoby się to zupełnie, gdyż bilet kosztuje 700 jenów, czyli więcej niż do samego muzeum, a jedyną atrakcją też wieży jest widok z góry. Na szczęście miałam bilet łączony, więc nie była to aż taka strata pieniędzy i mogłam się napatrzeć do woli.

Po obejrzeniu wszystkiego co się dało na plazie postanowiłam udać się na obiad. Wybór padł na polecaną w internecie knajpkę, Akaman, która znajdowała się w centrum miasta, czyli jakieś 1,5 km od mojego ówczesnego miejsca pobytu. Spacer zajął mi jakieś 30 minut, bo upał zdecydowanie mnie spowalniał, a gdy dotarłam na miejsce musiałam odstać kolejne 30 minut, bo knajpka była malutka, a chętnych na jedzenie dużo. Należy dodać, że serwowane jest w niej tylko jedno danie – pierożki gyoza. Niby jedno, ale jakie dobre. Jeden zestaw zawiera 7 pierożków, ale na wstępie dostajemy informację, że trzeba zamówić przynajmniej 2 takie zestawy, a jeśli chcemy więcej to też muszą być to parzyste cyfry. Chcąc nie chcąc, wzięłam więc 14 pierożków, lekko obawiając się czy podołam. Do nich serwowany był sos robiony tylko w restauracji, który był naprawdę pyszny. Zresztą tak samo jak pierożki – 14 sztuk zniknęło zanim się obejrzałam, a mój brzuch chciał więcej. Zamówiłam więc dodatkowe 14, tylko już na wynos i zjadłam niedawno na kolację. Za całą tę przyjemność zapłaciłam 1190 jenów (270 jenów 7 pierożków + 30 jenów pudełko termoizolacyjne na wynos, czyli razem 43 zł). Niezła cena w stosunku do jakości i ilości jedzenia.

Na sam koniec pojechałam do pobliskiego miasteczka Maiko zobaczyć dość nietypową atrakcję jaką jest Most Perłowy. Akashi Kaikyō, bo tak brzmi jego nazwa po japońsku to najdłuższy na świecie most przęsłowy, pod względem środkowego przęsła. Łączy on czwartą największą wyspę Japonii, Shikoku, z Honsiu, jego długość wynosi prawie 4 km, a długość środkowego przęsła prawie 2 km. Pod mostem od strony Kōbe, czyli Maiko, znajduje się taras widokowy na wysokości 47 metrów nad poziomem morza, z którego można podziwiać konstrukcję mostu i po prostu Morze Wewnętrzne. Wjazd na taras kosztuje 300 jenów w weekendy lub 250 jenów w zwykłe dni tygodnia (odpowiednio 11 zł i 9 zł), co nie jest jakąś wygórowaną kwotą i jeśli tylko macie chwilę czasu, i jesteście w Kōbe to polecam pojechanie tam. Dodatkowym bonusem jest możliwość odczucia jak trzęsie się most, gdy przejeżdża po nim jakiś wyjątkowo ciężki pojazd 😉


Niby tylko dwie atrakcje, ale gdy skończyłam to była już prawie 18. Poza tym miasto bardzo mi się podobało i myślę, że chciałabym jeszcze kiedyś do niego wrócić zobaczyć pozostałe miejsca, których nie zdążyłam dziś odwiedzić.

Dodaj komentarz