Goldeneye

W regionie Kansai szaleje dziś tajfun o sile 10 (najwyższy stopień w skali) i także dla Kioto zostały wydane ostrzeżenia. Obawiałam się trochę deszczu i wiatru, gdy wychodziłam rano z hostelu, na szczęście jednak poza przelotnymi mżawkami nic poważniejszego nie zawitało na horyzoncie.

Nawet se łódkę przyszykowałam na ten tajfun

Pierwszym przystankiem w mojej dzisiejszej podróży było miasteczko obok Kioto, Arashiyama. Słynie ono z bardzo starego mostu oraz bambusowego lasu. Jak przystało na takie miejsce turystów było w bród i ciężko było zrobić ładne zdjęcia. Poza tym jest tam jeszcze mnóstwo świątyń, problem jest tylko taki, że żeby do nich wejść trzeba w każdej zapłacić. Tak samo jest zresztą w całym Kioto i to mnie bardzo denerwuje, bo musiałabym wydać chyba z 1000 zł na odwiedzenie wszystkich miejsc, które są na mojej liście. Plus dodatkowe pieniądze na przemieszczanie się po mieście i przepis na bankructwo gotowy. Na szczęście w Kioto można kupić bardzo przydatny bilet jednodniowy, który pozwala na nielimitowane przemieszczanie się autobusami i kosztuje jedyne 600 jenów (22 zł), przy czym w Kioto za autobus obowiązuje stała stawka 230 jenów (około 8,50 zł) za przejazd, niezależnie od tego ile przystanków jedziemy. Ja dzisiaj zrobiłam w sumie 7 przejazdów, łatwo więc policzyć, że taki bilet jest bardzo opłacalny, zwłaszcza jeśli goni nas czas i w ciągu jednego dnia planujemy zwiedzić kilka różnych miejsc.

W każdym razie, w Arashiyamie pierwsze co zrobiłam to wybrałam się nad most, ponieważ był on w przeciwnym kierunku niż reszta planowanych przeze mnie atrakcji. Most Togetsukyo, bo tak brzmi jego oficjalna nazwa to most, który oryginalnie został zbudowany w okresie Heian (VII-XII w.) i zrekonstruowany w 1930 r. Wygląda on bardzo ładnie na tle lasu i rzeki, chociaż mnie widok psuła lekko koparka znajdująca się w tle.

Znad mostu poszłam do świątyni Tenryu-ji, która wpisana jest na listę Światowego Dziedzictwa Unesco. Dosłownie”świątynia niebiańskiego smoka”, świątynia została założona w 1339 roku i jest głównym miejscem kultu gałęzi Tenryu-ji nurtu buddyzmu Rinzai Zen (cokolwiek to znaczy). To co najbardziej warte uwagi w tym miejscu to chyba ogród, który przetrwał w niezmienionym kształcie od momentu jego założenia w XIV w. Można też nabyć bilety tylko na wejście do ogrodu w cenie 500 jenów (18 zł) lub w komplecie ze świątynią za 800 jenów (około 29,50 zł). Ja postawiłam na ogród, bo oglądanie świątyni polegało głównie na patrzeniu na puste pomieszczenia, a zresztą chciałam trochę oszczędzić. Czy ogród wart jest 500 jenów? Ciężko powiedzieć, chyba zależy co kto lubi i jaką ma kieszeń. Cena pewnie tak wywindowana ze względu na wiek ogrodu, bo jakichś szczególnych widoków tam nie ma, no ale jak już byłam to weszłam zobaczyć czemu przewodniki pieją z zachwytu nad tym miejscem 😉

Jeden z pawilonów świątyni

Zaraz obok świątyni znajduje się jednak darmowa (jak na razie) atrakcja, czyli las bambusowy. Jest on atrakcją tylko dlatego w sumie, że ładnie wygląda i bambus wydaje fajne dźwięki jak dwa drzewa o siebie uderzą, bo poza tym nic innego się w tym miejscu nie działo. A mimo to ludzi pełno i wszyscy pragną mieć o taką fotkę:

Po bambusowym lasie pospacerowałam jeszcze po bocznych uliczkach, popatrzyłam na świątynie z zewnątrz, zjadłam gotowaną kukurydzę za 500 jenów (serduszko mnie zabolało za te 18 zł), po czym wsiadłam w autobus i krzyknęłam „Odjazd panie kierowco”. Żartuję 🙂 Grzecznie siadłam na miejscu i pozwoliłam się przewieźć do jednej z największych atrakcji Kioto, czyli Złotego Pawilonu. Po drodze jeszcze trafiłam do świątyni Kitano-Tenmanguji, którą polecam z tego chociażby powodu, że obejrzenie jej było darmowe i nie musiałam dodatkowo wydawać.

Kinkaku-ji, czyli Złoty Pawilon to buddyjska hala, w której ponoć znajdują się relikwie samego Buddy. Pawilon został zbudowany w 1397 r. na rozkaz szoguna Ashikagi Yoshimitsu i miał reprezentować Czystą Krainę Buddy w tym świecie. Służył także jako willa szoguna i był odwiedzany przez cesarza oraz innych arystokratów. Po śmierci szoguna został przekształcony w świątynię i tak trwa do dziś. Jak to bywa w przypadku japońskich zabytków, Złoty Pawilon nie jest oryginalny, gdyż kilka razy spłonął w wyniku różnych wydarzeń, a ostatnio w 1950 r., gdy podpalił go fanatyczny mnich. Obecny budynek został zbudowany w 1955 r. i od 1994 r. figuruje na liście Światowego Dziedzictwa Unesco. Oczywiście też, nie można tak sobie przyjść popatrzeć, ale cena za wejście jest stosunkowo niewielka, bo wynosi jedyne 400 jenów (niecałe 15 zł). Jeśli chcecie mieć ładne zdjęcia pawilonu to wszystkie przewodniki polecają przyjście w ciągu tygodnia, wczesnym rankiem lub niedługo przed zamknięciem. Ja byłam dzisiaj w porze obiadowej i ludzi nie było chyba aż tak dużo, ale jednak wystarczająco, by zrobienie dobrego zdjęcia było wyzwaniem. Oprócz złotego pawilonu na terenie kompleksu jest jeszcze świątynia oraz stary domek herbaciany, który usytuowany jest tak, że idealnie widać z niego pawilon. Niestety nie wyglądają tak nieziemsko jak pawilon.

Jak widać na zdjęciach, w momencie gdy oglądałam pawilon zanosiło się już na deszcz i niedługo po moim wyjściu rzeczywiście zaczęło padać. Na szczęście nie była to ulewa, a na dodatek zaraz obok mnie znajdował się przystanek autobusowy, z którego autobus zawiózł mnie wprost pod kolejną atrakcję Kioto, czyli świątynię Ryōan-ji, kolejny obiekt wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Unesco. Świątynia ta słynie z kamiennego ogrodu zen, który wyróżnia się spośród pozostałych swoją prostotą i małymi rozmiarami. Na terenie 250 metrów kwadratowych znajduje się biały żwir ułożony wokół 15 kamieni, a poza nimi nie ma już nic (zazwyczaj są jeszcze drzewa albo jakieś małe krzewy). Na dodatek ogród jest ogrodzony glinianym murem, a zazwyczaj ogrody słyną z tego, że są otwarte lub wkomponowane w architekturę miejsca. Kto jest jego założycielem tego nie wiadomo, nieznane są też intencje autora i nie wiemy dlaczego ogród ma tylko kamienie i wygląda tak, a nie inaczej. Podobno pochodzi on jednak z początku XVI w i spekuluje się, że założył go szanowany mnich Tokuho Zenketsu. Poza ogrodem na terenie świątyni znajduje się także ogromny staw, pagoda i unikalna kamienna studnia „Tsukubai”. Znajduje się na niej napis „Uczę się tylko po to, żeby być zadowolonym”, co przekazuje ważną myśl zen, że ten kto uczy się dla własnego zadowolenia ten jest bogaty duchowo, a ten, kto tego nie robi, to pomimo materialnego bogactwa jest ubogi duchowo. Muszę jednak przyznać się, że nie znalazłam tej studni i nie wiem gdzie ona jest. Dodam też, że za wejście na teren świątyni płaci się 500 jenów (18 zł).

Kilka kamieni z ogrodu zen. Przy tej ilości ludzi niemożliwym było ujęcie całego ogrodu na jednym zdjęciu

Z dzisiejszych atrakcji to by było na tyle. Dzięki biletowi autobusowemu mogłabym zwiedzić zapewne jeszcze więcej, ale ponieważ zostaję tu do poniedziałku to dozuję sobie przyjemności, żeby przypadkiem atrakcje (lub pieniądze) nie skończyły się za wcześnie 😉

Dodaj komentarz