A storm is gonna come

Tajfun w dalszym ciągu kręci się nad Kioto i psuje mi szyki. Dziś miał być targ różnego rodzaju rękodzieła w jednej ze świątyń i z radością do niej pojechałam, jednak po dotarciu na miejsce okazało się, że z powodu tajfunu targ został odwołany. Zła, że straciłam taką okazję do zakupu pamiątek ruszyłam w kierunku następnego punktu na moim planie, czyli świątyni Chion-in. Ogromny kompleks, który jest główną świątynią buddyjskiego odłamu Jodo, najpopularniejszego odłamu buddyzmu w Japonii. Do świątyni prowadzi ogromna brama, która jest największą drewnianą bramą w Japonii i została zbudowana w pierwszej połowie XVII w. Na szczęście dla mojego portfela na teren Chion-in można wejść za darmo, nie licząc opłaty za zwiedzenie ogrodów. Ja się do nich nie wybrałam, ale jeśli ktoś chce to kosztuje to 300 jenów lub 500 jenów za bilet na ten ogród i jeszcze jeden, który znajduje się w okolicy.

Główna brama do świątyni mierzy aż 24 m wysokości!

Stamtąd rozpoczęłam spacer w kierunku kolejnej słynnej atrakcji Kioto jaką jest Kiyomizudera. Po drodze odwiedziłam kilka świątyń, wiele sklepów oraz przeszłam się uliczkami Ninen-zaka i Sannen-zaka. Są to dwie uliczki handlowe, na których zachowała się tradycyjna zabudowa i które oddają atmosferę Kioto sprzed lat. Psują ją jedynie tłumy turystów i fakt, że tych rzeczywiście ładnych uliczek nie wolno fotografować, bo w wciąż mieszkają tam ludzie i należy uszanować ich prywatność. No ale chociaż popatrzeć można i zakupić mnóstwo różnych bibelotów do domu.

Z Sannen-zaka już tylko rzut kamieniem dzielił mnie od Kiyomizudery, świątyni czystej wody góry Otowa. Być może kojarzycie z telewizji lub internetu taki oto obrazek:

źródło: Wikipedia

Otóż niestety z powodu zbliżających się igrzysk wygląda to obecnie tak:

Kilka słów o kompleksie: świątynia powstała w 794 r. pod wpływem wizji mnicha Enchin, który otrzymał polecenie odszukania źródła czystej wody. Woda rzeczywiście znajduje się na terenie kompleksu, a jest to wodospad Otowa, którego woda podzielona jest na trzy strumienie. Podobno picie z każdego z nich przynosi inne korzyści, jednak pić wolno tylko z jednego, gdyż inaczej pijący uważany będzie za chciwego. Ogromnie długa kolejka chcących się napić skutecznie odstraszyła mnie jednak od spróbowania tej wody.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Poza głównym pawilonem na terenie kompleksu znajduje się jeszcze kilka mniejszych chramów, a najsłynniejszym spośród tych małych jest chram Jishu-jinja poświęcony bóstwu miłości. Obok niego w odległości 18 metrów od siebie znajdują się dwa kamienie, a według legendy ten kto przejdzie od jednego do drugiego z zamkniętymi oczami znajdzie miłość i szczęście w związku. Jeśli ktoś nam w tym pomaga oznacza to, że znajdziemy miłość, ale będziemy do tego potrzebowali czyjejś pomocy.

Kamienie miłości

Oczywiście cały kompleks jest wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Unesco, a wejście na teren głównej świątyni i pomniejszych kosztuje 400 jenów (niecałe 15 zł).

Następnym przystankiem na mojej trasie zwiedzania była świątynia Rengeoin Sanjuusangendō, świątynia słynąca z tego, że znajduje się tam 1001 figur bogini Kannon. W hali długiej na 120 metrów w czterech rzędach stoją posągi tej właśnie bogini z jednym ogromnym pośrodku. Za możliwość wejścia i popatrzenia trzeba zapłacić 600 jenów (22 zł), co dla mnie, mimo wszystko, było lekkim nadużyciem. Poza tym wewnątrz nie można robić zdjęć, dlatego podrzucam wam fotkę z internetu, żebyście mogli zobaczyć jak to mniej więcej wygląda:

źródło: JW Web Magazine
Świątynia z zewnątrz

Na sam koniec zaś, udałam się do Muzeum Narodowego Kioto, za wstęp do którego, dzięki legitymacji studenckiej, zapłaciłam jedyne 260 jenów (niecałe 10 zł). Muzeum słynie głównie z tego, że ma w swojej kolekcji rzeźbę Rodina i wystawia przedmioty uznane za skarby narodowe m.in. posągi bogów, kaligrafię czy kimona. Zajmuje 2 piętra i parter i na jego przejście bez zagłębiania się w szczegóły wystarczy wam jakieś 40 minut.

Po tym wszystkim przespacerowałam się jeszcze kolejny raz główną ulicą handlową w Kioto i wróciłam do hostelu akurat na czas, gdyż w końcu chyba przyszedł ten tajfun i się rozpadało. Wcześniej bowiem, było tylko szaro i wiało, a czasem spadły 2-3 krople deszczu. No i to by było na tyle z moich dzisiejszych wrażeń.

Dodaj komentarz