Dzisiaj mijają cztery tygodnie jak przyjechałam do Japonii, więc z tej okazji postanowiłam się z wami podzielić kilkoma informacjami praktycznymi o tym kraju, na wypadek gdybyście planowali kiedyś podróż tutaj 🙂
Czy trzeba wizę?
Nie! A przynajmniej nie trzeba jej specjalnie załatwiać, jeśli jedziemy na wyjazd czysto turystyczny. W samolocie, przed wylądowaniem otrzymamy dwie karteczki – deklarację celną oraz kartkę z naszymi danymi osobowymi do wypełnienia i wpisaniem adresu pobytu itp. Potem na lotnisku ustawiamy się w kolejce razem z innymi pasażerami, a obsługa pobiera nasze odciski palców i robi zdjęcie naszej twarzy. Z tej procedury wyłączeni są jedynie ważni dyplomaci, więc nie ma jak tego uniknąć. Potem osoba w kontroli paszportowej wkleja stosowną wizę turystyczną w naszym paszporcie. Wiza jest ważna 90 dni. Ja niestety z racji pobytu typu „Zwiedzaj i Pracuj” musiałam postarać się o inną wizę, co wymagało trochę więcej wysiłku i odwiedzenia ambasady w Warszawie.
Co to jest ten JR Pass?
Kilka razy już o nim wspominałam, ale teraz rozwinę bardziej te informacje. JR Pass jest dostępny TYLKO dla posiadaczy wizy turystycznej. Jest to rodzaj biletu, który uprawnia jego posiadacza do nieograniczonej liczby przejazdów shinkansenami, czyli super szybkimi pociągami w ciągu określonego czasu. Z tego co się orientuję to na niektóre pociągi trzeba jednak wcześniej rezerwować miejsce, ale że nie korzystam to nie jestem pewna. Bilet można zakupić jeszcze w Polsce albo już po przylocie, z czego ten kupiony wcześniej jest chyba troszkę tańszy. W Polsce sprzedażą zajmuje się grupa HIS i odsyłam do ich strony po więcej informacji: http://www.his-travel.pl/japan-rail-pass/ Dostępne są trzy warianty JR Passa:
- Bilet ważny 7 dni – 1086 zł
- Bilet ważny 14 dni – 1719 zł
- Bilet ważny 21 dni – 2199 zł*
*ceny wzięte ze strony HIS, dane na dzień 27.07.2019r.
Czy opłaca się wypożyczać samochód?
W Japonii obowiązuje ruch lewostronny, poza tym wymagane jest międzynarodowe prawo jazdy w konwencji genewskiej. Jeśli jednak jedzie was większa grupa może się okazać, że koszt wynajmu wyjdzie taniej niż zakup JR Passów dla wszystkich. Samochód daje też tę swobodę, że możecie dostać się do o wiele większej liczby miejsc z piękną przyrodą (nie wszędzie da się dostać komunikacją publiczną). Jest tylko jedno ALE, ale za to bardzo duże: okazało się ostatnio, że Polska niestety wystawia międzynarodowe prawa jazdy ważne na 3 lata, a w Japonii honorowane są tylko te ważne rok. Z tego powodu też w Japonii te prawa jazdy są de facto… nieważne i coraz częściej zdarza się, że wypożyczalnie nie chcą wypożyczać Polakom aut, a w razie kontroli można zapłacić mandat z tego powodu.
Jeśli nie JR Pass i nie samochód to co?
Jeśli nie opłaca wam się JR Pass ani samochód to w grę wchodzą jeszcze autobusy nocne między miastami i pociągi lokalne, przy czym nie są tak szybkie i wygodne jak shinkanseny i trzeba się przesiadać. Są jednak przystępne cenowo i jeśli planujecie zrobić z jednego miejsca bazę wypadową to są niezłym pomysłem. Ja np. za nocny bus między Kioto, a Hiroszimą zapłaciłam 3000 jenów, a za trasę Osaka-Shizuoka 4500 jenów. Za pociąg między Kanazawą i Kioto 3000 jenów w sumie, ale trwało to 4 godziny i wymagało dwóch przesiadek.
Ile kosztuje Japonia?
To chyba najcięższe i najbardziej skomplikowane pytanie, dlatego rozbiję je na kilka mniejszych. Wiadomo, że koszt życia w Japonii jest wyższy od tego w Polsce i że w większych miastach będzie on wyższy. Według dzisiejszego kursu jena (27.07.2019r.) 1000 jenów to 35 zł. Co można za to kupić w Japonii? Wcale nie tak wiele. Ceny wejść do muzeów wahają się między 300 jenów, a 1500 jenów. Do wyjątkowych miejsc, takich jak Team Lab Borderless w Tokio wejście kosztuje nawet 3000 jenów. Łatwo policzyć, że to ponad 100 zł za muzeum. Oczywiście, jest to specjalne miejsce i wiele osób chwali je sobie. Poza tym trzeba uważać, bo często ceny podawane są bez podatku i potem przy kasie może wyjść nas drożej. Jeśli cena zawiera już podatek to powinno być napisane obok 税込.
Jak jest z cenami w sklepach?
W sklepach typu kombini, czyli takich naszych osiedlowych żabkach, rzeczy są dość tanie i można w nich kupić rzeczy, którymi się najemy w razie czego (sprzedają też gotowe dania do podgrzania). Tutaj kilka przykładowych cen:
- Woda 0,5 l – 108 jenów z podatkiem
- Onigiri, w zależności od nadzienia – między 115, a 130 jenów z podatkiem
- Cztery jogurty typu danone – 150 jenów z podatkiem
- Coca-cola 0,5 l – ok. 130 jenów z podatkiem
Warzywa i owoce są sprzedawane w kombini w niewielkiej ilości i trzeba pamiętać, że owoce są jak na nasze polskie standardy drogie. Tutaj w prefekturze Okayama, brzoskwiniowym królestwie Japonii za jedną sztukę brzoskwini płaci się między 800, a 1000 jenów. Jabłka też nie należą do najtańszych i sprzedawane są na sztuki, nie na kilogramy jak u nas. Chleb nie istnieje taki jak my jemy w Polsce, ale też nikt prawie tego tu nie je, może czasem jako tosty na śniadanie. Tylko ryż i ryż, ewentualnie kluski zrobione z mąki ryżowej. Dodam też, że kombini są praktycznie na każdym kroku i są często czynne całą dobę, tak że niezależnie od pory dnia czy nocy możecie się zaopatrzeć w coś do jedzenia lub picia.
Jak z cenami w restauracjach?
Ceny w restauracjach są bardzo różne. W jednej z popularniejszych sieciówek sprzedających udon w Tokio za najzwyklejszy z nich płaci się około 700 jenów. Jest to jednak udon bez dodatków, czyli zwykle kluski w zupie. Ramen, który jadłam w Tokio kosztował mnie 1200 jenów, a katsudon, czyli rodzaj schabowego z ryżem w Hiroszimie 800 jenów. Podobnie okonomiyaki, też 800 jenów. Nie wiem jak z sushi, bo mój żołądek nie pozwalał mi na początku na spożywanie surowych ryb, ale suszarni jest pełno i na pewno da się znaleźć tanie i dobre. Na targu rybnym w Kanazawie, za kawałek pamplony w sosie zapłaciłam 600 jenów, a za makrelę 450 bodajże. Przy czym były to małe kawałki, więc żeby mężczyzna mógł się najeść to musiałby wziąć trochę więcej. Zazwyczaj jednak porcje są na tyle duże, że spokojnie da się napełnić brzuch. Poza tym w restauracjach woda z kranu jest do picia za darmo, co z jednej strony jest błogosławieństwem, a z drugiej, jeśli macie delikatny żołądek może skończyć się rewolucją.
A co z noclegiem?
Ja wszystkie swoje noclegi zarezerwowałam na bookingu, ale jeśli jedziecie w więcej osób może się bardziej opłacać znalezienie czegoś na Airbnb. Poza tym ludzie polecają też serwis agoda. Ja rezerwowałam większość noclegów z wyprzedzeniem i wszystkie w hostelach. Zawsze też szukałam opcji ze śniadaniem w cenie. Poza tym w japońskich hostelach bardzo często jest podział na pokoje tylko dla kobiet i tylko dla mężczyzn, co mi się akurat bardzo podobało, bo jako po raz pierwszy podróżująca samotnie kobieta wolałam się zabezpieczyć na każdy możliwy sposób. Za nocleg w Tokio (7 nocy) zapłaciłam dla przykładu 13 500 jenów, za ten w Osace (11 nocy) 19 980 jenów. Hostele są dobrej jakości i przyjemnie się z nich korzysta.
Czym płacić w Japonii?
Japonia, chociaż bardzo nowoczesna, to jednak jeśli chodzi o sposoby płatności pozostaje trochę w tyle dla mnie. W 90% muzeów i restauracji zapłacić da się tylko gotówką, podobnie jak w mniejszych sklepikach z pamiątkami, więc trzeba ciągle męczyć się z papierkami albo bilonem. W większości hoteli i sklepów płatność kartą przejdzie normalnie, chociaż ja w jednym mcdonaldzie nieźle się zdziwiłam, gdy powiedzieli mi, że płatność tylko gotówką. Ja mam kartę Revolut, czyli specjalną kartę wielowalutową. Jeśli jeszcze jej nie znacie to zapraszam do przeczytania artykułów na jej temat. Czy się opłaca? Zdecydowanie. Dzięki niej złotówki szybko zamieniam na jeny, które następnie wypłacam z pobliskiego bankomatu. Wszystko to robię z poziomu jednej aplikacji, co też jest bardzo poręczne. Co prawda, ten system ma też kilka nieznacznych wad. Jeśli dostaniecie kartę Revoluta MasterCard to w Japonii będziecie mogli wypłacić pieniądze tylko z bankomatów 7/11 i nigdzie indziej, a poza tym w najbardziej standardowym pakiecie Revoluta wypłacać można miesięcznie z bankomatów tylko 800 zł bez prowizji, a potem Revolut nalicza 2% od każdej wypłacanej kwoty. Jest to jednak wciąż bardziej opłacalne niż wymienienie całej gotówki w kantorze. Ja w Polsce wymieniłam „tylko” 358 zł na 10 000 jenów, bo na lotnisku za bilety na pociąg do miasta można było płacić tylko gotówką. Poza tym wszechobecne automaty z napojami również akceptują tylko monety i banknoty 1000 jenów.
No i co z tym Tokio?
Mnie osobiście Tokio nie zachwyciło. Spędziłam tam 8 dni i będę jeszcze 3, ale uważam, że 4 dni wystarczą w zupełności na samo miasto. Jest jeszcze kilka miejscowości wokół stolicy, które są dobre na jednodniowe wycieczki typu Jokohama, Kamakura czy Odawara. Tokio przypomina każdą większą metropolię, tylko między wieżowcami powciskane są stare świątynie.
Jak się dostać z lotniska do miasta?
Tutaj mogę pomóc tylko z transportem między lotniskiem Narita, a Tokio, bo na żadnym innym nie byłam i nie będę. Narita leży mniej więcej w takiej odległości od Tokio jak Modlin od Warszawy, tylko jest jakoś 30-razy większa, jeśli chodzi o rozmiary lotniska. Tak jak wspomniałam wcześniej, na lotnisku za bilety na autobus czy pociąg do miasta można zapłacić tylko gotówką, więc warto mieć choć trochę ze sobą. Bilet na pociąg lokalny kosztował mnie 1190 jenów, podróż zajęła godzinę, a stacja była zaraz obok mojego hostelu. Jest jednak na tyle dużo linii pociągów i autobusów, że polecam zapoznanie się z tym artykułem: https://www.japan-guide.com/e/e2027.html i znalezienie opcji, która wam najbardziej będzie pasować.
Jak jest z internetem?
Najczęściej ludzie wypożyczają/kupują karty SIM albo przenośne modemy wifi. Mnie modem się nie opłacał, ale wiedziałam, że będę potrzebować dużo internetu na podróż, więc skorzystałam z opcji Sakura Mobile, gdzie za 10 GB internetu na 63 dni zapłaciłam 11 500 jenów. Zabolało po kieszeni i podobno da się znaleźć taniej, ale wolałam być pewna, że nie zabraknie mi danych komórkowych. W Japonii bowiem, z wifi też nie jest TAK łatwo jak można by się spodziewać.
Czy trzeba się szczepić?
Według strony polskiego MSZ w Japonii nie ma żadnych zagrożeń sanitarno-epidemiologicznych, nie trzeba się też na nic szczepić. Wyjątkiem może być japońskie zapalenie mózgu, czyli choroba wirusowa przenoszona przez komary, która na szczęście nie występuje w większych miastach, a jedynie w bardziej tropikalnych częściach. Ja się nie szczepiłam, bo na Okinawę ani żadne mniejsze wyspy raczej się nie wybierałam i nie wybieram, a to szczepienie jest jednak dość drogie. Należy jednak pamiętać, że do Japonii nie możemy wwozić niektórych leków np. tych zawierających kodeiną czy pseudoefedrynę (Nurofen odpada). Poza tym, jeśli chcemy wwieźć zapas leków na więcej niż 2 miesiące, potrzebujemy specjalnego pozwolenia. To samo tyczy się leków z zakazanymi substancjami, narkotykami czy chociażby tabletek antykoncepcyjnych. Wtedy nieważne ile mamy ze sobą, musimy postarać się o specjalny papierek od japońskiego ministerstwa zdrowia. Oczywiście to tylko na wypadek kontroli celnej na lotnisku, bo tak to nikt tego nie sprawdza, jednak ja bym nie ryzykowała pobytu w japońskim więzieniu. Warunki nie powalają na kolana. Jeśli nie jesteście pewni czy wasze leki nie zawierają substancji zakazanych w Japonii to odsyłam was na stronę ministerstwa: https://www.mhlw.go.jp/english/policy/health-medical/pharmaceuticals/01.html Co do leków dostępnych na miejscu: jak na razie zaopatrzyłam się tylko w tabletki na ból głowy, resztę mam ze sobą, ale z tego co mówili moi wykładowcy to takie środki przeciwbólowe zawierają mniej substancji aktywnych niż u nas. Nie wiem, nie czytałam składu, ale tabletki podziałały jak bolała mnie głowa, więc się cieszę.
To chyba wszystko co mi na razie przychodzi do głowy. Jeśli coś pominęłam albo coś konkretnego was interesuje to zawsze możecie napisać i dodam to do posta 🙂